Archive for the Uncategorized Category

Postcard.

Posted in Uncategorized on Listopad 21, 2012 by rudejestwredne

Od nigdy nie umierałam z zachwytu nad tworami Stachury. Wszyscy uwielbiali te jego anioły, oczywiście w wykonaniu esdeemu. Ja znałam kilka tekstów, owszem, ale tylko ze względu na próbę zachowania formy kogoś, kto nie jest ignorantem. Nie rozumiałam go, ot. Proste, prostackie nawet, ale najlepiej oddające faktyczny stan rzeczy. Nie rozumiałam i ochoty najmniejszej nie miałam, by uczynić jakikolwiek krok w jego stronę. On przecież nie czynił. Nie poczułam się ogromnie związana z nim tylko dlatego, że naszym prawie wspólnym mianownikiem było samobójstwo.

Dlatego właśnie nie chciałam pisać. Pisanie męczyło mnie koniecznością wyciągania z głowy całych zdań. Nie można przecież pisać sylabami, literami, onomatopejami też. Nie przystoi to. Myśli trzeba składać, sortować, przebierać, stylizować, ja nigdy nie miałam na to czasu. A w mojej głowie, wyobraź sobie, trzy takie książki już leżą. Za-la-mi-no-wa-ne. Zastanawiałam się przez chwilę dlaczego. Ano dlatego właśnie (cóż za prostactwo, proszę), że kruki żadne nie zwiastują tam. Niczego. Ten umysł mój jest przechowalnią rzeczy znalezionych, których nie trzeba wyrażać niczym fizycznym. Gorzej, że czasem się wylewa. Przychodzi taki potop jeden z drugim i bezpretensjonalnie „ufizycznia” te znaleziska. Bezczelni.

To wszystko tak wygląda w tej rzeczywistości kreowanej, nie zarzucaj mi kłamstwa. Zapewne ktoś, kto sprząta regularnie te całe meandry umysłu wie, gdzie leży prawda. A może po prostu stworzyłam dwie rzeczywistości, żeby bardziej zdawać sobie sprawę z pochyłości tej ostatniej. Nie sprzątam – przyznaję bez konieczności używania siły fizycznej – znowu. Ze mną jak z moją babcią, po dobroci wszystko. Nie sprzątam nie dlatego, że nie potrafię. Nie sprzątam, ponieważ nie zaczęłam robić tego od początku. Taki pedantyzm mały. Nie chwytam rzeczy zaniedbanych.

Wracając, bo uciekłam, taki nawyk. Dzisiaj się spotkaliśmy. W połowie drogi. Okazało się,że Sted czekał już od dłuższej chwili. Po prostu stał. Znikąd zaczął mówić do mnie o jakimś królewiczu, kazałam mu więc się uciszyć. Nawet się nie zdziwił. Okazało się, że zrozumiał przesłanie. Tym właśnie sposobem zaczęliśmy milczeć. Najpierw o sobie, później o nas i kiedy wreszcie przemilczał fakt, że tak naprawdę stoję tam sama i dodał nutkę filmowej ciszy o tym, że powinnam zrozumieć, że to było do przewidzenia, ale oczywiście za każdym razem, kiedy będę miała ochotę znowu, to mogę sobie wyobrażać do woli, wtedy właśnie poczułam to.

Właśnie wtedy, nie wcześniej, w tamtym dokładnie momencie doszło do mnie, jak indywidualni jesteśmy. Jakimi wybitnymi jednostkami musimy być, że opisujemy to, co „nieufizycznione”. Dokładnie mgnienie oka później zrobiło mi się niedobrze na samą myśl o tym, że tak wiele już wypłynęło. Że ktokolwiek dał nam prawo cichym nieprzyzwoleniem, żeby to wszystko nabierało tak fizycznych kształtów. Potrafisz sobie to wyobrazić? Taka bezkształtna, całkowicie fizyczna masa, zupełnie jak po tabletce, dzięki której widzisz panoramę siebie, tylko, że tym razem to nie ty, a to wszystko, co stworzyłeś.

Reklamy

A więc światło umarło.

Posted in Uncategorized on Styczeń 31, 2012 by rudejestwredne

„Pętam się pałętam,

kluczę pomiędzy miejscem, gdzie mnie teraz już

nie ma a miejscem gdzie mnie nie ma jeszcze

– i nie do końca wiadomo, czy w ogóle.”

Świetlicki jest idealny na takie momenty. Świetlicki w tych sprawach zawsze strzela w dziesiątkę.

„Celuję prosto w twoje serce, synu!”

„Przecież wiesz, że to najmniej czuły we mnie punkt.”

Przepraszam siebie za wybrakowanie. I za wszystkie końce, których początków nie dało się do końca zbudować, bo piasek zupełnie się przemoczył. Udają, że nikt nie wie, a prawda jest taka, że za wszystkim stoi moja ukryta premedytacja.

Jeśli każą Ci wybierać, oczywistym jest, że wybierzesz coś, co jest stałe. Boisz się od urodzenia. Najpierw gumowych zabawek, potem gumowych pasków, później znowu gumowych zabawek, na które wydajesz zarobione niekoniecznie przez siebie pieniądze. Od zawsze boisz się tego, że tylko udajesz, że szczycisz się swoją śmiertelnością.
Strach jest mi bliższy od tej miłości, którą afiszujesz żądaniami.
A teraz wybacz, idę na reklamy.

R.

Na niby.

Posted in Uncategorized on Grudzień 31, 2011 by rudejestwredne

Ciekawa jestem dokąd zaprowadzi mnie, nas, ten brak przypadkowości. A zdarza się wiele. Wszystko jest jakby nie do końca odbitym deja-vu, po głowie biegają pytania – dlaczego mam wrażenie, że ta lekcja już była przerabiana?

Otóż dlatego, że to wszystko już się stało. Bardziej lub mniej tragicznie, z większym czy mniejszym rozmachem – nieważne. Ktoś musi mieć niesamowite poczucie humoru, naprawdę – gratuluję.
Biegnij, Wszechświecie, biegnij, szturchając mnie ciągle i bez przerwy. Wzmocniłam konstrukcję, tak mi się przynajmniej wydaje.

Teraz popłynę z prądem. Dokądkolwiek.

W imię czego?

Posted in Uncategorized on Listopad 12, 2011 by rudejestwredne

Idea jest godna walki jedynie wtedy, kiedy obie nogi mocno stoją na ziemi. Okropnie jest zdawać sobie sprawę z ogromu niesprawiedliwości, w którym brodzi każdy z Nas. Najbezpieczniej jest rezygnować z prawdy, by zapewnić sobie spokój i obronić się przed wykluczeniem społecznym.

W środku prawdziwa psychomachia.
– Zawalczę o sprawiedliwość.
– Przecież wiesz, że dochodzenie do niej Ciebie zniszczy.
– Żyjemy przecież w państwie prawa.
– Bredzisz.

Zastanawiające jest to, że wiarygodność rośnie wraz z ciężkością portfela. Zastanawiająca jest gwałtownie malejąca REAKCJA.

Robi mi się niedobrze, kiedy patrzę na ludzi którzy sprawiają, że Sprawiedliwość traci pierwotny sens słowa i staje się TOWAREM, który tak łatwo można kupić.

Myślisz, że masz nade mną przewagę. Połudź się jeszcze przez chwilę.

R.

Nagość.

Posted in Uncategorized on Listopad 10, 2011 by rudejestwredne

Emocjonalny ekshibicjonizm przed setkami ludzi jest dotykający. Nawet, jeśli głos kłamie przed chwilę. Nawet, jeśli przez chwilę jest poza kontrolą.

Myśl. Uświadomiłam sobie dziś, jaką ma moc sprawczą. To mądre bardzo doświadczenie było, wzruszające. O dziwo, nie tylko dla mnie. Ludzie wchłaniają prawdziwe emocje. Inaczej nie potrafię tego dziś nazwać.

Stałam się mądrzejsza.

R.

Alive.

Posted in Uncategorized on Październik 24, 2011 by rudejestwredne

Jakim trzeba być kreatorem rzeczywistości, żeby móc zdmuchnąć jednym tchem światopoglądy budowane przez lata? Jak zagubionym trzeba być człowiekiem, żeby świadomie i dobrowolnie dopuszczać się czynów niewybaczalnych? Jak pozbawionym dobra trzeba być zwierzęciem, żeby sprawiać, że to ofiara czuję się gorszą jednostką?

Ofiara. Ludzie tak bardzo boją się przyznać do tego, że są ofiarami. Bo to uwłacza godności, bo przypisuje etykiety słabości i wszechobecnego poddaństwa. Wszyscy jednak wiemy, że to nie powinno tak funkcjonować. A ofiara nad katem ma tę przewagę, że nie musi kreować rzeczywistości, by pokazać siłę, jaką jest człowieczeństwo.

Tylko, jak przestać cierpieć?

R.

Nobody said.

Posted in Uncategorized on Październik 1, 2011 by rudejestwredne

Nie zasłużyłam.

Zawsze przychodzi w życiu moment, w którym naiwność jest cechą tak niepożądaną, że nie jest się w stanie patrzeć ze spokojem w swoje odbicie. Nawet w lustrze.

Źle mi. Nie spodziewałam się, że można tak dobrze zagrać. Podjęłam wyzwanie. Wybrnęłam prawdą. Ufałam, że to jedyny aktor. Żałosne, Roxanko, żałosne.

Uwaga, stopień.