Archiwum dla Marzec, 2011

Zagadka z Archiwum IKS.

Posted in Uncategorized on Marzec 19, 2011 by rudejestwredne

Czas, by rozwiązać zagadkę permanentnego różu na policzkach.

Aby bardziej utożsamić się z kolejną z licznych historii mojej przeszłości trzeba cofnąć się do czasów wczesnego dzieciństwa. R. lat pięć, może cztery, uwielbiała być czysta i pachnąca. Akcja rozgrywała się w zaciszu rodzinnego domu pewnego pechowego, letniego popołudnia.

R. do mamy: Mamo, mamo, mogę się umyć pumeksem?
Mama do R.: Hahaha, w kopalni pracowałaś, czy co?
R: No brudna jestem no.
M: Idź się umyj lepiej.

Jak R. usłyszała, tak zrobiła. Poszła do łazienki, stanęła naprzeciw wielkiego lustra, namydliła sobie dokładnie twarz tak, że nie było mowy o otworzeniu oczu albo ust. W dłoniach trzymała już narzędzie, które zmieniło jej życie raz na zawsze.

Powoli, delikatnie zaczęła pocierać twarz pumeksem. Skupiła całą moc swoją na policzkach, pocierała energicznie i miarowo. Wszystko to trwało nie dłużej niż 3 i pół minuty.

Nagle krzyk.
– R.! Coś Ty zrobiła ze sobą? – słyszę za sobą.
– Mamo, myję się przecież. – mówię niewyraźnie, bo mydło usilnie próbuje dostać się do moich ust.
Mama odkręciła wodę, zaczęła zmywać ze mnie całe mydło a ja zaczęłam krzyczeć.
– Szczypie! Mamo, sama to zrobię! Zostaw!!!
– Coś Ty zrobiła, spójrz na siebie!
– Skóra zeszła mi z mydłem! Zadzwoń po pogotowie! I nie zbliżaj się do mnie!
– R.! Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. Może w końcu dotrze do Ciebie, że zachowujesz się jak kretynka.

Takim sposobem część wakacji spędziłam w wielkich plamach i strupach na policzkach. Kiedyś dermatolog powiedziała mi, że naruszyłam strukturę naczyń krwionośnych właśnie tam, gdzie pocierałam.

I oto jestem.

Reklamy

Dojście.

Posted in Uncategorized on Marzec 16, 2011 by rudejestwredne

Miałam sześc lat. Mama po raz pierwszy pozwoliła mi pójść do oddalonego o 400 metrów sklepu spożywczego. Przed wejściem 13 gigantycznych, trudnych do pokonania schodów.

Weszłam do środka z dwoma pieniążkami w kieszeni, ubrana w czerwone, poprzecierane na kolanach spodnie, brudne od błota trampki i jakąś dziwną koszulkę, której opisac nie potrafię.

Szłam tam ze świadomością, że zaraz nastąpi chwila przełomowa. Pierwszy raz wymienię okrągłe pieniążki na produkt do skonsumowania. Kubuś! Miłość moja z czasów dzieciństwa, uwielbiany przeze mnie do tamtego pamiętnego popołudnia.

Pierwszy raz miałam zdobyć go zupełnie sama. I zdobyłam. Wystając ledwie ponad wysoką ladę, położyłam moje pieniążki koło kasy i zbierając się w sobie wykrzyczałam, że chcę Kubusia. W rezultacie dostałam nie tylko Kubusia, dostałam też pieniążki.

Pomyślałam, że mam szczęście. Zeszłam z wysokich schodów i ściskając w dłoniach ukochanego, pobiegłam do domu. Nie zdejmując butów otworzyłam sok mój ulubiony i…
>tutaj Roxana zamyka oczy przypominając sobie tę traumatyczną sytuacjętak określiłam substancję stałą, która o mały włos wpadła mi do gardła<
Wyplułam wszystko, rzuciłam butelką w bliżej nieokreślonym kierunku sprawiając, że cała podłoga przypominała talerz zupy marchwiowej. Płakałam. Płakałam rzewnymi łzami uderzając pięściami w podłogę. Po 24 sekundach ochłonęłam.

Do dziś jednak nie wzięłam go do ust.