Postcard.

Posted in Uncategorized on Listopad 21, 2012 by rudejestwredne

Od nigdy nie umierałam z zachwytu nad tworami Stachury. Wszyscy uwielbiali te jego anioły, oczywiście w wykonaniu esdeemu. Ja znałam kilka tekstów, owszem, ale tylko ze względu na próbę zachowania formy kogoś, kto nie jest ignorantem. Nie rozumiałam go, ot. Proste, prostackie nawet, ale najlepiej oddające faktyczny stan rzeczy. Nie rozumiałam i ochoty najmniejszej nie miałam, by uczynić jakikolwiek krok w jego stronę. On przecież nie czynił. Nie poczułam się ogromnie związana z nim tylko dlatego, że naszym prawie wspólnym mianownikiem było samobójstwo.

Dlatego właśnie nie chciałam pisać. Pisanie męczyło mnie koniecznością wyciągania z głowy całych zdań. Nie można przecież pisać sylabami, literami, onomatopejami też. Nie przystoi to. Myśli trzeba składać, sortować, przebierać, stylizować, ja nigdy nie miałam na to czasu. A w mojej głowie, wyobraź sobie, trzy takie książki już leżą. Za-la-mi-no-wa-ne. Zastanawiałam się przez chwilę dlaczego. Ano dlatego właśnie (cóż za prostactwo, proszę), że kruki żadne nie zwiastują tam. Niczego. Ten umysł mój jest przechowalnią rzeczy znalezionych, których nie trzeba wyrażać niczym fizycznym. Gorzej, że czasem się wylewa. Przychodzi taki potop jeden z drugim i bezpretensjonalnie „ufizycznia” te znaleziska. Bezczelni.

To wszystko tak wygląda w tej rzeczywistości kreowanej, nie zarzucaj mi kłamstwa. Zapewne ktoś, kto sprząta regularnie te całe meandry umysłu wie, gdzie leży prawda. A może po prostu stworzyłam dwie rzeczywistości, żeby bardziej zdawać sobie sprawę z pochyłości tej ostatniej. Nie sprzątam – przyznaję bez konieczności używania siły fizycznej – znowu. Ze mną jak z moją babcią, po dobroci wszystko. Nie sprzątam nie dlatego, że nie potrafię. Nie sprzątam, ponieważ nie zaczęłam robić tego od początku. Taki pedantyzm mały. Nie chwytam rzeczy zaniedbanych.

Wracając, bo uciekłam, taki nawyk. Dzisiaj się spotkaliśmy. W połowie drogi. Okazało się,że Sted czekał już od dłuższej chwili. Po prostu stał. Znikąd zaczął mówić do mnie o jakimś królewiczu, kazałam mu więc się uciszyć. Nawet się nie zdziwił. Okazało się, że zrozumiał przesłanie. Tym właśnie sposobem zaczęliśmy milczeć. Najpierw o sobie, później o nas i kiedy wreszcie przemilczał fakt, że tak naprawdę stoję tam sama i dodał nutkę filmowej ciszy o tym, że powinnam zrozumieć, że to było do przewidzenia, ale oczywiście za każdym razem, kiedy będę miała ochotę znowu, to mogę sobie wyobrażać do woli, wtedy właśnie poczułam to.

Właśnie wtedy, nie wcześniej, w tamtym dokładnie momencie doszło do mnie, jak indywidualni jesteśmy. Jakimi wybitnymi jednostkami musimy być, że opisujemy to, co „nieufizycznione”. Dokładnie mgnienie oka później zrobiło mi się niedobrze na samą myśl o tym, że tak wiele już wypłynęło. Że ktokolwiek dał nam prawo cichym nieprzyzwoleniem, żeby to wszystko nabierało tak fizycznych kształtów. Potrafisz sobie to wyobrazić? Taka bezkształtna, całkowicie fizyczna masa, zupełnie jak po tabletce, dzięki której widzisz panoramę siebie, tylko, że tym razem to nie ty, a to wszystko, co stworzyłeś.

A więc światło umarło.

Posted in Uncategorized on Styczeń 31, 2012 by rudejestwredne

„Pętam się pałętam,

kluczę pomiędzy miejscem, gdzie mnie teraz już

nie ma a miejscem gdzie mnie nie ma jeszcze

– i nie do końca wiadomo, czy w ogóle.”

Świetlicki jest idealny na takie momenty. Świetlicki w tych sprawach zawsze strzela w dziesiątkę.

„Celuję prosto w twoje serce, synu!”

„Przecież wiesz, że to najmniej czuły we mnie punkt.”

Przepraszam siebie za wybrakowanie. I za wszystkie końce, których początków nie dało się do końca zbudować, bo piasek zupełnie się przemoczył. Udają, że nikt nie wie, a prawda jest taka, że za wszystkim stoi moja ukryta premedytacja.

Jeśli każą Ci wybierać, oczywistym jest, że wybierzesz coś, co jest stałe. Boisz się od urodzenia. Najpierw gumowych zabawek, potem gumowych pasków, później znowu gumowych zabawek, na które wydajesz zarobione niekoniecznie przez siebie pieniądze. Od zawsze boisz się tego, że tylko udajesz, że szczycisz się swoją śmiertelnością.
Strach jest mi bliższy od tej miłości, którą afiszujesz żądaniami.
A teraz wybacz, idę na reklamy.

R.

Na niby.

Posted in Uncategorized on Grudzień 31, 2011 by rudejestwredne

Ciekawa jestem dokąd zaprowadzi mnie, nas, ten brak przypadkowości. A zdarza się wiele. Wszystko jest jakby nie do końca odbitym deja-vu, po głowie biegają pytania – dlaczego mam wrażenie, że ta lekcja już była przerabiana?

Otóż dlatego, że to wszystko już się stało. Bardziej lub mniej tragicznie, z większym czy mniejszym rozmachem – nieważne. Ktoś musi mieć niesamowite poczucie humoru, naprawdę – gratuluję.
Biegnij, Wszechświecie, biegnij, szturchając mnie ciągle i bez przerwy. Wzmocniłam konstrukcję, tak mi się przynajmniej wydaje.

Teraz popłynę z prądem. Dokądkolwiek.

W imię czego?

Posted in Uncategorized on Listopad 12, 2011 by rudejestwredne

Idea jest godna walki jedynie wtedy, kiedy obie nogi mocno stoją na ziemi. Okropnie jest zdawać sobie sprawę z ogromu niesprawiedliwości, w którym brodzi każdy z Nas. Najbezpieczniej jest rezygnować z prawdy, by zapewnić sobie spokój i obronić się przed wykluczeniem społecznym.

W środku prawdziwa psychomachia.
– Zawalczę o sprawiedliwość.
– Przecież wiesz, że dochodzenie do niej Ciebie zniszczy.
– Żyjemy przecież w państwie prawa.
– Bredzisz.

Zastanawiające jest to, że wiarygodność rośnie wraz z ciężkością portfela. Zastanawiająca jest gwałtownie malejąca REAKCJA.

Robi mi się niedobrze, kiedy patrzę na ludzi którzy sprawiają, że Sprawiedliwość traci pierwotny sens słowa i staje się TOWAREM, który tak łatwo można kupić.

Myślisz, że masz nade mną przewagę. Połudź się jeszcze przez chwilę.

R.

Nagość.

Posted in Uncategorized on Listopad 10, 2011 by rudejestwredne

Emocjonalny ekshibicjonizm przed setkami ludzi jest dotykający. Nawet, jeśli głos kłamie przed chwilę. Nawet, jeśli przez chwilę jest poza kontrolą.

Myśl. Uświadomiłam sobie dziś, jaką ma moc sprawczą. To mądre bardzo doświadczenie było, wzruszające. O dziwo, nie tylko dla mnie. Ludzie wchłaniają prawdziwe emocje. Inaczej nie potrafię tego dziś nazwać.

Stałam się mądrzejsza.

R.

Alive.

Posted in Uncategorized on Październik 24, 2011 by rudejestwredne

Jakim trzeba być kreatorem rzeczywistości, żeby móc zdmuchnąć jednym tchem światopoglądy budowane przez lata? Jak zagubionym trzeba być człowiekiem, żeby świadomie i dobrowolnie dopuszczać się czynów niewybaczalnych? Jak pozbawionym dobra trzeba być zwierzęciem, żeby sprawiać, że to ofiara czuję się gorszą jednostką?

Ofiara. Ludzie tak bardzo boją się przyznać do tego, że są ofiarami. Bo to uwłacza godności, bo przypisuje etykiety słabości i wszechobecnego poddaństwa. Wszyscy jednak wiemy, że to nie powinno tak funkcjonować. A ofiara nad katem ma tę przewagę, że nie musi kreować rzeczywistości, by pokazać siłę, jaką jest człowieczeństwo.

Tylko, jak przestać cierpieć?

R.

Nobody said.

Posted in Uncategorized on Październik 1, 2011 by rudejestwredne

Nie zasłużyłam.

Zawsze przychodzi w życiu moment, w którym naiwność jest cechą tak niepożądaną, że nie jest się w stanie patrzeć ze spokojem w swoje odbicie. Nawet w lustrze.

Źle mi. Nie spodziewałam się, że można tak dobrze zagrać. Podjęłam wyzwanie. Wybrnęłam prawdą. Ufałam, że to jedyny aktor. Żałosne, Roxanko, żałosne.

Uwaga, stopień.

Patois.

Posted in Uncategorized on Sierpień 28, 2011 by rudejestwredne

Goya niewątpliwie przerażająco zachwyca. Zaczarowana chodzę od jakiegoś czasu albumem z Jego obrazami, nic to jednak w porównaniu z doświadczeniami Uroczyska (pozdrawiamy), które miało okazję stanąć przez chwilę tuż obok Francisca (może nawet wymienić parę niemych zdań).

Obrazy emanują wszechobecnym mrokiem. Rozmawiałam nawet ostatnio z jeszcze-nie-debiutującym-artystą, który sam stwierdził, że ‚malarstwo Goi przeraża, ale jednocześnie widać jego geniusz”. Niesamowite wrażenie wywiera też książka „Saturn” Jacka Denhela, którego również ośmielę się nazwać geniuszem. Za bohatera obrał on sobie nie kogo innego jak właśnie Francisca.

Tytuł książki nie jest przypadkowy, dotyczy bowiem jednego z obrazów Goi – „Saturn pożerający swoje dzieci” Saturn należący do cyklu „Czarne obrazy”, którymi pokryte zostały ściany w jego domu.

Książka opowiada jedną historię widzianą z trzech (czy różnych?) stron: ojca, syna i wnuka. Obraz jest kluczem do odpowiedzi na pytanie co zdarzyło się (zdarza) pomiędzy trzema (związanymi więzami krwi) mężczyznami.

Jak nie zachwyca, jak zachwyca?

__
Motyw przewodni dzisiaj – Patois.

R.

Dnia szesnastego.

Posted in Uncategorized on Sierpień 23, 2011 by rudejestwredne

Dlaczego trzeba zdecydować się na ostateczność? – zapytasz.
Dlatego, że półśrodki pogarszają nadchodzące ‚teraz’ – odpowiem.

Irracjonalność ostatnich dni nie zna granic. Kolejny moment, który zdawać by się mogło – weryfikuje rzeczywistość. Tak naprawdę jednak projekcja jest pozorna. Wszystko dzieje się w umyśle – eksplodującym, a to sprawia, że logice kręci się w głowie i dłonie robią swoje. Usta krzyczą swoje. Tylko oczy, jakby najwcześniej trzeźwiąc – płaczą. Już zdają sobie sprawę. Im dłużej patrzysz w przepaść, tym dłużej przepaść patrzy w ciebie. A wtedy…

Drewniany blat do krojenia chleba i wszystkiego zostaje przyprószony pozostałościami po chlebie i wszystkim. Chwilę wcześniej następuje niewinna wymiana nieprawdziwych zdań, a może nawet mniej – słów.
[…]
Nie lubisz, kiedy cię prowokuję. Bardzo nie lubisz. Jest emocja? Jest. I o to chodzi.
[…]

____________________

Nie rzucaj się więc z połamaną motyką na.

R.

Jestem za blisko, żeby mu się śnić.

Posted in Uncategorized on Sierpień 8, 2011 by rudejestwredne

Budzę się w nocy i wracam do przeszłości. W połowie jedynie świadoma.

Morze w nocy przypomina przepaść, nad którą stoję nieprzerwanie od Zawsze. Zrób krok do przodu a zamoczysz swoje pończochy kupione na rynku za kilkanaście złotych wygrzebanych z pustego portfela. Zrób ten sam krok do tyłu a nie tylko stopa Twoja zostanie pochłonięta przez wodę w kolorze najczarniejszej z sadzy, poranisz sobie też zabliźnioną przeszłością skórę Kamieniem porzuconym przez nadgorliwego zbieracza złota. Wokół jest piasek, który zajmie tyle miejsca, ile trzeba, jeśli tylko zaistnieje ostatni. W przeciwnym wypadku MIAŁ zajmie każdą przestrzeń, nie pozwalając na istnienie innym, mniej miałkim konstrukcjom natury.

Żarzący się pomarańczowy punkt odjęty od ust niknie stając się jednym z pozbawioną horyzontu czernią Żywiołu.

Otworzysz oczy?

Inside my mind.

Posted in Uncategorized on Lipiec 14, 2011 by rudejestwredne

Kiedy łzy tamują potok słów… na horyzoncie pojawiają się przyjaciele.

Proszę Państwa, sprawa najwyższej dla mnie wagi, bo oto okazało się, że nie jestem Samotną Wyspą, kiedy decyzja zostaje włożona do teczki z napisem „Podjęta”.

Oczywiście, różni w różny sposób mówić mogą, że ja to Dziecko Nieszczęścia (wyłączam spod działania prawa), że cierpię na Chroniczne Nieszczęścia (to też wyłączam), ale prawda jest taka, że doświadczenia weryfikują Prawdę.

Boli (prócz ręki) to, że nieroztropność czai się teraz już nawet nie w kątach. Problemy na własne życzenie stwarzają sobie ludzie, którzy myślą, że trafili na „głupiutką licealistkę zadowalającą się obietnicami”. Pomimo całej mojej naiwności są wokół ludzie, którzy nie pozwolą, żeby tej głupiutkiej stała się krzywda. Wydawać by się mogło to naturalnym, niemniej jest to pierwsza sytuacja, która tak bardzo określa złożoność relacji, w których to nie jestem epizodem.

Warto tu podziękować Przeznaczonym Przypadkom, które mimo tego, że doświadczają moją osobę sprawiają, że oczy otwierają się na zupełnie nową jakość.

A w kąciku po cichutku siedzi sobie teczka z napisem „Niespodziewanie zawiedziona na Tobie”.

Dziękuję. >dyga nóżką<

R.

Śmierć i ogólne spustoszenie.

Posted in Uncategorized on Lipiec 10, 2011 by rudejestwredne

Rozcięta ręka, przecięte ścięgno, pięć szwów i cztery tygodnie w gipsie- z serii Roxana Zmywa Naczynia.

>nie może pisać, więc na tym skończy<

R.

Tête à Tête.

Posted in Uncategorized on Czerwiec 29, 2011 by rudejestwredne

Obrazy zapętlone są w nieskończoność jak wstęga Mobiusa.

Czasami, tylko czasami wydaje mi się, że gdyby nie łzy, upływ czasu stałby się ciężarem nie do wytrzymania.
Najprościej jednak wyrzucić gumkę z ołówka. Wtedy popełniane błędy, zamiast być wymazywane, będą uczyć.

Dochodzę. Powoli, ale coraz bardziej świadomie. Do prawdy. Ty też dojdziesz. Zaraz po mnie.

R.

Wartość bezwzględna.

Posted in Uncategorized on Maj 21, 2011 by rudejestwredne

We mnie. Głęboko i dosadnie. Mocno.

Myśli nie dają spokoju, sytuacje bezwzględnie określają pozycję. Stosunek mój do teraźniejszości jest coraz bardziej intensywny.

Brać ile się da. Czerpać ile można. Rozwijać, przerabiać, wartościować. Rozwój intelektualny jest jedyną stałą.
Twoje obyczaje nie są lekkie, bardziej percypujesz po prostu. Proste?

Wartości stałe, zmienne, względne, bezwzględne, przecież wiesz, czego chcesz, wiesz kogo chcesz, wiesz czego chcesz od kogo.

Dotknąć umysłu, zaistnieć, nie uciekać, stać się, dlaczego pożądanie, gdzie jesteś i dlaczego nie tutaj, oniryzm i Ty.

Ja i tak wiem swoje.

R.

Wolność po godzinie moralności.

Posted in Uncategorized on Maj 16, 2011 by rudejestwredne

Irytacja i wewnętrzne zwątpienie. W ludzi. Nie wszystkich.

Nie da się ukryć jednak, że rzeczywistość weryfikuje wykreowane osobistości. Co gorsza, ja –
Dziewczynka z Zapał(k)ami wierzę naiwnie zawsze w to, że ludzie są prawdziwi. Okazuje się, że to zwykła manipulacja.

Mówię dość. Tak samo, jak parę dni temu powiedziałam NIE dla dzielenia na elitę i hołotę.

Ale to przecież okropne. Okropne jest to, że śmiałam wyrazić swoje stanowisko, okropne jest to, że uzewnętrzniłam swoje poglądy, okropne jest wszystko, bo… INNI mają poglądy różne od moich. To z kolei znak, że INNI muszą zasygnalizować mi niesłuszność moich poglądów i zrobić wszystko, ażeby wywołać wyrzuty sumienia – nieprawdziwe, bo nieprawdziwe, ale wyrzuty.

Otóż, proszę Państwa. Zawiodłam się. Na sobie, bo żywiłam wielki i głęboki szacunek do niewłaściwych ludzi i na niewłaściwych ludziach, bo z Prawdą mają, jak się okazuje, niewiele wspólnego.

Mam prawo.
A przez usta przechodzi mi tylko jedno słowo podsumowujące: żałosne.

Dziękuję bardzo za uwagę.

R.

Kula

Posted in Uncategorized on Kwiecień 9, 2011 by rudejestwredne

Plan był bardzo prosty. Wejść i zabić spojrzeniem mężczyznę, który poniekąd płynie w krwi mojej własnej, osobistej. Dlaczego jednak, na bogów, nie było w Jego wzroku ni cienia nienawiści, obojętności, która sprawiłby, ułatwiłby zmaterializowanie chęci mordu, która to chęć tkwi w każdej części mnie od prawie 19 lat.

On stał i patrzył. Kolana ugięły się, do oczu napłynęły łzy i już było tak blisko. Ale zaraz. Zaraz, przecież ja nawet nie wiem, jak Ci na imię. Ty nie widziałeś nawet, kiedy pierwszy raz złamałam sobie nogę. Nawet tego nie widziałeś, bo mówiąc najprościej i nie owijając w nic, nie mając w sobie skrupułów, by właśnie teraz to wyartykułować mówię, że

„Miło mi Pana poznać. Cała przyjemność po mojej stronie i ani trochę po Pana. Teraz wejdziemy do sali, Pan powie – mam zdjęcie mojej Byłej Wnuczki, ja powiem ile od Pana chcę, Pan zapłaci i wyjdzie. Za co? Za przeszłość, proszę Pana, i za to, że kiedyś poznał Pan nie tę kobietę, co trzeba.”

Lekko wstałam i samodzielnie otworzywszy drzwi weszłam DO.

——————————————————————————-

Po setkach bzdurnych dygresji – koniec. Opinii tyle, ilu ludzi. A to śpiewaj bez niej, a to aktorski majstersztyk, a to emocjonalność, gra i prawda ujęta w jednym zdaniu wielokrotnie złożonym. Anioł stoi. A może kiedyś i wzleci.

Zagadka z Archiwum IKS.

Posted in Uncategorized on Marzec 19, 2011 by rudejestwredne

Czas, by rozwiązać zagadkę permanentnego różu na policzkach.

Aby bardziej utożsamić się z kolejną z licznych historii mojej przeszłości trzeba cofnąć się do czasów wczesnego dzieciństwa. R. lat pięć, może cztery, uwielbiała być czysta i pachnąca. Akcja rozgrywała się w zaciszu rodzinnego domu pewnego pechowego, letniego popołudnia.

R. do mamy: Mamo, mamo, mogę się umyć pumeksem?
Mama do R.: Hahaha, w kopalni pracowałaś, czy co?
R: No brudna jestem no.
M: Idź się umyj lepiej.

Jak R. usłyszała, tak zrobiła. Poszła do łazienki, stanęła naprzeciw wielkiego lustra, namydliła sobie dokładnie twarz tak, że nie było mowy o otworzeniu oczu albo ust. W dłoniach trzymała już narzędzie, które zmieniło jej życie raz na zawsze.

Powoli, delikatnie zaczęła pocierać twarz pumeksem. Skupiła całą moc swoją na policzkach, pocierała energicznie i miarowo. Wszystko to trwało nie dłużej niż 3 i pół minuty.

Nagle krzyk.
– R.! Coś Ty zrobiła ze sobą? – słyszę za sobą.
– Mamo, myję się przecież. – mówię niewyraźnie, bo mydło usilnie próbuje dostać się do moich ust.
Mama odkręciła wodę, zaczęła zmywać ze mnie całe mydło a ja zaczęłam krzyczeć.
– Szczypie! Mamo, sama to zrobię! Zostaw!!!
– Coś Ty zrobiła, spójrz na siebie!
– Skóra zeszła mi z mydłem! Zadzwoń po pogotowie! I nie zbliżaj się do mnie!
– R.! Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. Może w końcu dotrze do Ciebie, że zachowujesz się jak kretynka.

Takim sposobem część wakacji spędziłam w wielkich plamach i strupach na policzkach. Kiedyś dermatolog powiedziała mi, że naruszyłam strukturę naczyń krwionośnych właśnie tam, gdzie pocierałam.

I oto jestem.

Dojście.

Posted in Uncategorized on Marzec 16, 2011 by rudejestwredne

Miałam sześc lat. Mama po raz pierwszy pozwoliła mi pójść do oddalonego o 400 metrów sklepu spożywczego. Przed wejściem 13 gigantycznych, trudnych do pokonania schodów.

Weszłam do środka z dwoma pieniążkami w kieszeni, ubrana w czerwone, poprzecierane na kolanach spodnie, brudne od błota trampki i jakąś dziwną koszulkę, której opisac nie potrafię.

Szłam tam ze świadomością, że zaraz nastąpi chwila przełomowa. Pierwszy raz wymienię okrągłe pieniążki na produkt do skonsumowania. Kubuś! Miłość moja z czasów dzieciństwa, uwielbiany przeze mnie do tamtego pamiętnego popołudnia.

Pierwszy raz miałam zdobyć go zupełnie sama. I zdobyłam. Wystając ledwie ponad wysoką ladę, położyłam moje pieniążki koło kasy i zbierając się w sobie wykrzyczałam, że chcę Kubusia. W rezultacie dostałam nie tylko Kubusia, dostałam też pieniążki.

Pomyślałam, że mam szczęście. Zeszłam z wysokich schodów i ściskając w dłoniach ukochanego, pobiegłam do domu. Nie zdejmując butów otworzyłam sok mój ulubiony i…
>tutaj Roxana zamyka oczy przypominając sobie tę traumatyczną sytuacjętak określiłam substancję stałą, która o mały włos wpadła mi do gardła<
Wyplułam wszystko, rzuciłam butelką w bliżej nieokreślonym kierunku sprawiając, że cała podłoga przypominała talerz zupy marchwiowej. Płakałam. Płakałam rzewnymi łzami uderzając pięściami w podłogę. Po 24 sekundach ochłonęłam.

Do dziś jednak nie wzięłam go do ust.

Chondro… co?

Posted in Uncategorized on Luty 26, 2011 by rudejestwredne

– Chondromalacja rzepki to jest.
– Chondro co?
– Rzepki. Chondromalacja.
– Ile życia mi zostało?
– Sporo, ale co to za życie.
[…]
– Proszę przestać mnie pukać.
– Ja wiem, że boli, ale proszę pozwolić mi dokończyć.

Schorzenie, o którego obecności w moim kolanie prawym dowiedziałam się ostatnio, mniej jest uciążliwe, kiedy nie przewraca się na lodzie co rusz. Ja, proszę Państwa się nie skarżę na swój los. Moja zła passa jednak końca nie ma. A jako, że ChRz nie zagraża bezpośrednio życiu, cierpiący cierpieć mogą jedynie w samotności, bowiem na nic wszelakie próby wcześniejszego dostania się do ortopedy. Na nic lód, termofor także. A noce są najgorsze… (szczególnie te podczas których można gryźć jedynie poduszkę)

PS Ostatnio bardzo trudno jest mi podejmować decyzje, które niosą za sobą i możliwość rozwoju i konsekwencje mniej przyjemne jednocześnie. Przemóc trzeba się jednak. I ja to zrobię. W nadchodzący wtorek.

R.

Wyrafinowany twór.

Posted in Uncategorized on Grudzień 1, 2010 by rudejestwredne

Ludzie nie mówią o tym, co odczuwają, jakie emocje towarzyszą im w sytuacjach „podwyższonego ciśnienia tętniczego” myśląc i żyjąc złudnym przekonaniem, że przecież KAŻDY to wie. Jest też, jak zawsze, część druga ludzi, którzy nie mówią, bo i tak NIKT nie rozumie.

 

Pamiętam, że będąc małą dziewczynką bardzo bałam się wojny.

– Ale przecież jest NATO, ciociu. Oni nas uratują.

– Oni nie przyjadą, Roksanko. Oni nigdy nie przyjeżdżają.

Po tej rozmowie całkowicie zwątpiłam w świat. Przerażona zaczęłam myśleć, co zrobić, żeby przeżyć. Stwierdziłam, że jeśli od razu kupimy całą piwnicę chipsów i coli, przeżyjemy na pewno, bo to się nie zepsuje szybko. Wymyśliłam, że schowamy się w podziemiach kościoła, bo ludzie boją się krzyża i zostawią nas w spokoju. Bałam się. Nienawidziłam zostawać sama w domu. Pamiętam niedzielne wieczory, kiedy wszyscy wychodzili gdzieś_tam, a ja zostawałam sama i oglądałam wieczorynkę. Bałam się straszliwie, że zaraz do domu wejdą mężczyźni w chustach na głowie i mnie zabiją. Zabiją mnie, a co gorsza, ukradną mój pamiętnik, którego tak bardzo strzegłam. Ukradną i później przeczytają. Zrobiłam sobie nawet miecz. Cały czas trzymałam go przy sobie „w razie wu”. Wymyśliłam też nazwę dla mojej tajnej organizacji, która zgładziłaby wroga… Czy i wy też tak bardzo się baliście?

Najbardziej przeraża to, że teraz, kiedy jestem już „duża”, ludzie nadal się zabijają, nadal „zastać nas może ta wojna”, której zawsze bardzo się bałam, a ja już nie boję się „mężczyzn w chustach”, nie kupuję chipsów i coli na zapas, ba! nawet nie strzegę żadnego pamiętnika. W tym momencie stawiam sobie pytanie: Czy ja przestaję być dzieckiem?

 

R.

Żar moich pragnień stwarza nieistniejące możliwości.

Posted in Uncategorized on Listopad 17, 2010 by rudejestwredne

Być i bywać. >siedzi naprzeciw monitora i nie potrafi użyć żadnych słów< >w żaden sensowny sposób<

Jutro rozprawa. Jutro narodzi się Wszechświat.

Trzymajcie kciuki.

Ty też.

Koniczynka.

Posted in Uncategorized with tags , on Wrzesień 29, 2010 by rudejestwredne

– Czym się zajmujesz?

– Uszczęśliwianiem innych.

– Więc jesteś dziwką?

Wiesz, że tylko pięć minut pozostało do godziny 12:00 i za pięć minut skończy się świat? Nie skończy? Nie skończy. Świat się kończy już. Wszechświat trwa nocą. Nie nakręcaj zegarka, proszę. Trwaj w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, która nie ma początku i końca. Nie nakręcaj zegarka, proszę. Nie urzeczywistniaj chwili. Nie twórz czasu. Słońce codziennie popełnia samobójstwo. Ty jesteś żyjącym samobójstwem. Słońce wybuchnie zabijając się, Ty zabijesz się bywając. Być czy bywać? Podlej kwiaty, niech dadzą Ci trochę tlenu. Nie duś się. Nie wstrzymuj powietrza. Nie ma powietrza. Nie ma świata. Nie ma czego wstrzymywać. Co Ty wiesz o zabijaniu?

R.

Już nie.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , on Sierpień 31, 2010 by rudejestwredne

Jak często zdarza Wam się biec za pragnieniami i myśleć, że macie gdzieś, że rzeczywistość i tak zweryfikuje wszystko? Jak często w takich momentach logika odchodzi na bok a Wy myślicie, że przecież Wasze uczucie wystarczy do podtrzymania całego fundamentu? Jak często zdarza się Wam podejmować irracjonalne decyzje, które kierowane są impulsem „możliwości zaznania szczęścia”?

Cóż, należę do osób, dla których czas jest tylko pojęciem. Nie żyję regulaminem, w którym trzeba przerobić X godzin, żeby dojść do następnego etapu.

Inną sprawą jest fakt, ludzie mojego pokroju zazwyczaj wychodzą jak Zabłocki na mydle oddając siebie innym. W swoim życiu robią tak spontaniczne/irracjonalne/możnaby rzec niepoważne (to tylko pozory jednak) rzeczy, że sami się dziwią z faktu swojego_JESZCZE_istnienia.

Ile osób z Was poznało kiedyś kogoś i pomyślało „istniałeś/aś cały czas w mojej głowie” i już wiadomo było, że choćby się waliło i paliło większość ślepo uwierzy, że „To” to TO. Ja też wierzę, przecież to ludzkie, nie będę się kryła, i tak wszyscy umrzemy. Ale dopiero siadając na tej cienkiej granicy „żyć albo nie żyć” człowiek może zdać sobie sprawę, że czasami nie warto zajmować sobie głowy analizowaniem każdego zdania „bo co ktoś sobie pomyśli/może to jedno słowo zmieni bieg historii”.

Rzeczywistość pokazuje, że realny świat wygląda ciut inaczej niż nasze wyobrażenie. Okazuje się, że rzadko kiedy Nasze słowa są w stanie zmienić bieg historii. Niewypowiedziane zmieniają jednak Nasze życie.  W jaki sposób?

Ja do dzisiaj żałuję, że nie powiedziałam mojej_przedszkolnej_miłości, że jestem leworęczna. Porzuciłby mnie pierwszego dnia i miałabym kłopot z głowy. MPM (moja_przedszkolna_miłość) sądziła bowiem, że leworęczni są czarownikami i trzeba ich palić na stosie. Z braku ognia MPM pociął nawet kiedyś nowe dresy biednemu leworęcznemu Robertowi. Ja się nigdy nie przyznałam. Ale i tak Go rzuciłam, kiedy zaczął krytykować mój strój Czerwonego Kapturka. Gdybym powiedziała prawdę od razu, kto wie, jak potoczyłoby się moje życie…

Nie boję się słów, które wypływają z myśli. Już nie. I Wy się nie lękajcie.

R.

.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , , , on Sierpień 29, 2010 by rudejestwredne

„Wiesz, chciałabym się podzielić, tyle się przydarza.

Wiesz, nie mam podzielności uwagi toteż kiedy jem

palę i piję, czytam, piszę i

oglądam telewizję, nie mogę w tym czasie

nikogo kochać.

Wiesz chciałabym ci powiedzieć.

Ale nie mam którędy.”

Bezimienny stworzony do celów wyższych niż zagryzanie wódki ogórkiem.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , , , , , on Sierpień 26, 2010 by rudejestwredne

Naprawdę wysoce irytujące jest zakładanie się ze swoim umysłem. Bo jak możemy mówić o zdrowej i uczciwej rywalizacji, kiedy każdy wie, że On i tak wie więcej. Gnojek zarzuca mnie ostatnio takimi myślami, że nie jestem w stanie ani myśleć racjonalnie, spać też nie mogę, ba! nawet przełknąć niczego w stanie nie jestem.

Ja naprawdę rozumiem, że to ten wiek, że trzeba nadążać za czasem i w ogóle, ale no, litości. Czy ja mam się stać maszyną do zabijania, bo sobie BSDCWNZWO ubzdurał, że to właśnie TO?

Ja Cię proszę, zastanów się jeszcze. W przeciwnym wypadku, przysięgam jak tu stoję, że zakatuję Cię taką muzyką, że już w życiu się nie odezwiesz. A na koniec Cię zjem.

Z wielkim, szafa, szacunkiem.

R.